Mój ulubiony „żart”
Przerwa stała się moją sceną.
Codziennie ta sama rutyna. Brałam torbę z jego rąk, wskakiwałam na ławkę i podnosiłam ją wysoko.
„Zobaczmy, jaki luksusowy posiłek przyniósł dziś stypendysta!”
Wybuchnął śmiech.
Nakarmiłem się nim.
Evan nigdy się nie bronił. Nigdy nie podnosił głosu. Po prostu stał tam, z wilgotnymi oczami, wpatrując się w ziemię i czekając, aż to się skończy.
Czasem był to zimny ryż.
Czasem zgnieciony banan.
Wyrzuciłbym to do śmieci, jakby było skażone.
Potem szłam prosto do kawiarni i kupowałam, co chciałam — pizzę, frytki, burgery — nawet nie sprawdzając ceny.
Nigdy nie nazwałem tego okrucieństwem.
Dla mnie to była rozrywka.
Leave a Comment