Wolał działać po cichu. Niewidoczny. Obserwując z cienia.
Tego wieczoru chciał na własne oczy ocenić swoją najnowszą inwestycję — Riverstone Grill, rustykalną steakownię, którą sześć miesięcy wcześniej kupił przez cichą spółkę holdingową.
Liczby się nie zgadzały. Koszty żywności były wysokie, rotacja pracowników jeszcze wyższa, a opinie klientów coraz gorsze. Julian zarezerwował więc stolik pod fałszywym nazwiskiem — Tai Matthews — i założył swoją zwykłą bluzę z kapturem, dżinsy oraz znoszone buty. Zwykły, cichy gość, który wślizgnął się niezauważony.
Od chwili, gdy usiadł, wyczuł napięcie. Recepcjonistka ledwo spojrzała mu w oczy. Menedżer — elegancko ubrany mężczyzna z przesadną ilością żelu na włosach i zbyt małą cierpliwością — wydawał rozkazy w pobliżu kuchni. Personel wyglądał na przestraszony.
Wtedy podeszła ona.
Ariana. Miała zmęczone oczy i uprzejmy uśmiech, który nie sięgał jej spojrzenia.
— Proszę smacznego, sir — szepnęła i odeszła.
Julian odczekał chwilę, zanim uniósł talerz. Pod nim, owinięta w folię, lekko wilgotna od pary, leżała serwetka. Na niej, drżącym pismem, zapisane były cztery słowa:
„On obserwuje kamery.”
Serce Juliana przyspieszyło. Rozejrzał się ostrożnie, nie wykonując gwałtownych ruchów. Kamery monitoringu wisiały w rogach sali, a menedżer nie przestawał krążyć między kuchnią a swoim biurem.
Leave a Comment