Rodzina mojego męża

Rodzina mojego męża

Antonina Pietrownna dzwoniła już po piąty raz. Patrzyłam, jak ekran telefonu świeci się na stole, i nie ruszałam się z miejsca. Na zewnątrz, przy bramie, parkował drugi samochód. Słyszałam głosy, trzaskanie drzwi, zdezorientowany szmer.

Moja córka siedziała obok mnie, owinięta w ciepły koc przy kominku, przeglądając magazyn.

— Mamo, tata niedługo przyjedzie? — zapytała niewinnym głosem.

— Niedługo, — odpowiedziałam, pijąc łyk gorącego kakao.

Byłyśmy trzy godziny drogi od domu. W ciepłym, drewnianym domku w bazie turystycznej, gdzie unosił się zapach sosny i dymu. W tym samym czasie w naszym domu zbierało się dwudziestu dwóch głodnych gości, czekających na mnie przy kuchni.

Telefon znowu zadzwonił. Wyłączyłam go i uśmiechnęłam się.

Rok temu wszystko było inaczej. Wtedy jeszcze nie potrafiłam mówić „nie”.

Z Viktorem mieszkaliśmy dwanaście lat w akademiku, dopóki nie otrzymałam domu po dziadku. Domek na przedmieściach, z piecem i dużym salonem. Przeprowadziliśmy się w marcu. Viktor był szczęśliwy, a nasza córka po raz pierwszy miała swój pokój.

W kwietniu jednak zadzwoniła Antonina Pietrownna. Do tej pory pamiętała o nas raz w roku, i to tylko przez SMS. Teraz jej głos brzmiał miękko, troskliwie.

— Witianko, jak się macie? Na Nowy Rok musimy się spotkać całą rodziną, teraz, gdy macie takie warunki…

Viktor nigdy nie potrafił odmówić matce. Nigdy.

Dwudziestego drugiego grudnia przyjechała na „kontrolę”.

Wieszałam zasłony, kiedy usłyszałam jej głos w przedpokoju.

— Witia, rada rodzinna postanowiła — świętujemy u was. Będziemy dwudziestu dwoje.

Przeszła do salonu, dotykając oparcia kanapy.

— Wiera pracuje jako cukiernik, dla niej nakrycie stołu to przecież drobiazg, prawda?

Stałam na drabinie, trzymając karnisz w rękach. Chciałam powiedzieć, że pracuję po dwanaście godzin, że produkty kosztują połowę pensji, ale słowa ugrzęzły w gardle.

— Potem się rozliczymy, — dodała teściowa, zwracając się do Viktora. — Rozumiesz, jak ważne jest, żeby rodzina była razem?

Viktor kiwnął głową.

Pieniędzy oczywiście nikt nie dał.

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top